poniedziałek, 18 czerwca 2012

Dziennik gonciarza.

Chyba taki tytuł powinien mieć ten blog. Każdy wpis podobny byłby do siebie a zaczynał by się od:
Dziś przybiłem 820 gontów!
Dziś przybiłem 950 gontów!
Copy-paste i gotowe.
Pod dzisiejszą datą wpisałbym bym:
Przybiłem kolejne 850 gontów i wstawiłem kolejne okno w dachu. Na dowód zamieszczam zdjęcie.



A żeby nie było, że samo się zrobiło dodam jeszcze jedno "na robocie":


Za to Mój Pokój nad główną Izbą i Sienią wygląd zupełnie inaczej w świetlne dziennym.


Tymczasowo służy jako skład budowlany. Ale w porównaniu do czasów kiedy słońce tu nie docierało...pamiętacie to zdjęcie przy lampie? Niebo do ziemi.

Ostatnie okno od drogi dopiero teraz nabrało niebieskiego koloru. Zwyczajnie nie było kiedy o nie zadbać... Za to pomalowało się "samo"  :)


a wygląda się przez nie jak dawniej. Na zieloną łąkę.


Niestety poza oknem od drogi nic się nie zmieniło. Można by rzec na froncie bez zmian!


Dlatego dla podwyższenia morale kupiłem sobie koszyk. Taki zwykły. Wiklinowy.
Takie proste i takie tanie a cieszy...


środa, 13 czerwca 2012

Jestem ciężko chory!


Objawy: brak słońca, woda z nieba, obrzydzenie na myśl o wejściu na dach.
Diagnoza: gontowstręt.
Ciężka choroba.
Chyba znalazłem lekarstwo...
Prace pod dachem przy drzwiach do łazienki.
Uchwyt ze starego kutego gwoździa.


Drewniany skobel. Klamką ze starego haka, który wbity na studni czekał na lepsze miejsce.


Zaolejowane stare dechy z dachu.


Wyszły chyba nieźle całkiem....
Ściana w łazience także w ramach leczenia - oczyszczona. Czeka zaolejowania.
Jeszcze tylko napar z ziół, za oknem zerwanych, kiedy słonko na pół godziny ledwie wyjrzało.


I pomogło! 


Niewiele, ale dwa metry gontów doklepałem ;-)

poniedziałek, 11 czerwca 2012

Praca, praca i deszcz!


Wciąż pada. Codziennie. Gdzie to słońce? Głowy z pod dachu wystawić nie można...a co dopiero komputera. Musiałem do Komańczy się wybrać, by z dobrodziejstwa sieci skorzystać. 
Do tartaku zjechały belki modrzewiowe. Porżnięte zostaną ułożone (kiedy, tego nie wiem...) w coś co będzie przypominało budynek gospodarczy jak ten ze skansenu sanockiego. Drzwi będzie mniej, bo i pomieszczeń  tyle nie trzeba. Wykuszu w dachu i przybudówki także nie planuję....



Pod dachem znajdzie się miejsce dla zmożonych włóczęgą turystów. A za drzwiami parteru kryć się będzie warsztat i ..... ? Tajemnica...


 

poniedziałek, 14 maja 2012

Jeszcze nie umarłem...

...ale ledwie żyję.
Prawa ręka przez dwa tygodnie młotek zwyczajna trzymać, tak już mi została...chyba klepać te gonty do zimy będę.
Za to mam już dwa okna w dachu i  światło słoneczne na poddaszu. A tyle zrobiliśmy:


i tyle jeszcze zostało:

Tylko z tej strony. Z drugiej nic oczywiście nie ruszone.
Przerażające!
Od ostatniego wpisu piwnicę odbudowano. Nie gotowa całkiem jeszcze...miałem nie pokazywać...


ale trzeba ją już "tylko" ziemią obsypać i trawę posadzić. Stare drzwi z framugą zaolejone wróciły na swoje miejsce.  Daszku jak dawniej jednak nie będzie. Szpecił raczej niż zdobił całość.

W środku podłogi z kamienia czekają "tylko" na wyczyszczenie. Choć ta w kuchni wymaga jeszcze kilku poprawek zaczyna wszystko nabierać wyglądu i użyteczności. Już nie muszę skakać przez podwaliny...


Tomasz, który ze mną na dachu pracował powiedział, "chłopie jeszcze na rok masz tej roboty"....ten to potrafi pocieszyć. Prawda?

Zapomniał bym dodać. "Tylko" 15 metrów drzewa na placu do porżnięcia i porąbania czeka...


Sielanka!


niedziela, 15 kwietnia 2012

Offroudowo

Choć w sumie to był ciężki i pracowity dzień. 
W przenośni i dosłownie. 
To Julka i tak bawiła się wybornie....chyba widać?





Wjechaliśmy gdzie się dało....czasem wody było tyle, że wysiąść się nie dało.
Taką pracę lubię. Przyjemne łączyć z pożytecznym.


wtorek, 3 kwietnia 2012

Miałem nie pisać...

...bo pewnie nikt nie zainteresuje się stertą kamieni, starymi deskami. Prawda?
Mało kto chwilę się nad tym zastanowi...
Sielanka - najprędzej pomyśli.
Przyzwyczaiłem się, ale wcale nie byłem lepszy kilka lat temu. Moim zachwytom nie było końca. Wszystko było takie piękne. Od zwykłej zielonej trawy po pięknie brązowiejące bale w słońcu....tak reagują przejezdni. To widać. Nawet samochody zwalniają na drodze przyglądając się chałupie.
Miałem tak samo...
A teraz.
Pół dnia poświęciłem z pomocnikami na pozyskanie kamienia...



...w warunkach skrajnie nie korzystnych. Deszczowo i zimno. Zawieja i śnieg. Przemokliśmy wszyscy.
To nie był najlepszy moment.
Wiem, ale ostatni przed chwilowym powrotem zimy. W niedziele całkiem już nastała...
W zamian, przed świętami jeszcze będę miał podłogę w Boisku. Taką normalną,ciepłą, po której chodzić w kapciach będę.
Chyba tej normalności mi po trzech latach brakuje...dlatego skrobię wytrwale szczotką drucianą stare deski. Drzwi z nich będą. Do łazienki.



Podobne będą zdobić jej ściany.
Takie rzeczy kosztują każdą moją chwilę wolną....daleko mi do normalności.
Wariat ze mnie.
Taki sam jak wielu innych...zwyczajnie sielanka.


poniedziałek, 26 marca 2012

Tylko jedno...

Dziś mam dla Was tylko jedno zdjęcie...nie trzeba powiększać...


Świeża dostawa. 3000szt. W sumie w domu leży już ich 6000.
Tak mi sie te gonty podobają, że oczu oderwać od nich nie mogę.
Moje myśli krążą już po dachu...w przenośni i dosłownie.
Pierwsze dwa tygodnie maja będę goncić część dachu z kominami, w której instalować będę okna dachowe i kolektory słoneczne.
To co prawda tylna część dachu. Nie widoczna z drogi ale niezmiernie ważna.
W pokojach zapanuje jasność a w systemie ogrzewania zostanie przywrócona (mam nadzieję) równowaga i nie będę musiał palić tyle drzewa...z pewnością energii słonecznej wystarczy do ogrzania wody użytkowej.

poniedziałek, 19 marca 2012

Jedna stokrotka wiosny nie czyni....


a może jednak? Śniegi topnieją. Strumień płynie po trawniku przy domu...w dół do Wisłoka...


Cieplutko i słonecznie. Pogoda nastraja optymistycznie.
W Sieni doprowadzona do użytku choć nie umyta całkiem jeszcze...


 
...podłoga z kamienia...ładnie zaczyna wyglądać....bale muszę doprowadzić do wyglądu. Siekierka w ruch pójdzie. Czymś muszę je zapuścić,  żeby nowe w starych zgubić...
W chyżówkowej łazience też zmiany zachodzą....zlew powiesiłem...i na tym skończyłem...bo reszta nie pasuje...a dobrze tak chciałem...turystyczną, prowizoryczną umywalnie urządzić tu plan miałem.



i ta ściana z belek...zakryć gipsem i kafelkami mi każą...czemu to tak?

poniedziałek, 5 marca 2012

Uuuu....mój jest ten kawałek podłogi...

Podłogi rzecz ważna. Miała być cegła a jest kamień.
I choć to tylko malutki kawałek sieni... nawet nie wykończony jeszcze.
To widać już jaki będzie piękny!


Jak mrozy puszczą i śniegi zejdą dokończymy...

Zamontowałem "system alarmowy". Ciemności egipskie rozświetlić musiałem. Od frontu lamka. Od tyłu dwa reflektory. Bezpieczniej się zrobiło...




 Czujniki ruchu załączają światło tylko na kilka minut i tylko kiedy ktoś do domu podchodzi.Wystarczy i spełni swoje zadanie.

czwartek, 9 lutego 2012

Kawałek historii

W sieci zawsze znajdzie się coś ciekawego... trzeba tylko poszukać. Grzebiąc nocami po internecie znalazłem bardzo ciekawe opracowanie p. Chris Hann, w którym opisuje Wisłok Wielki w latach 1979-80.
Napisałem doń i po krótkiej korespondencji otrzymałem bezcenne zdjęcia z tamtych lat...na dwóch widać moją chatę. Reszta zrobiona w bezpośredniej pobliżu.  Wychudzone konie, za koniem pług jednoskibowy...
Świadectwem mechanizacji jest snopowiązałka! Z pewnością miał w niej swój udział działający w Wisłoku PGR. Jego pracownikami byli więźniowie Wisłokowego więzienia:-) lekko nie mieli...











Dziękuję Panu za ten kawałek historii.








niedziela, 5 lutego 2012

Zima jest i musi być zimno!

...ale dlaczego od razu aż -34 stopnie?
Pani Zima nie łaskawa...śpiesznie we czwartek do domu wróciłem podłogi ratować przed największym mrozem. Mimo, że sąsiad palił co rano i wieczór, przez noc całą do piątku nijak temperatury powyżej 12 stopni na plusie podnieść się nie dało....oj nie lubi chałupa mrozów

 
Drzwi wejściowe do sieni całkiem zbielały...szron wszedł od wewnątrz....zamek pięknie zamarzł caluśki. Zima mu nie straszna.Wciąż działa!
Bitwa o wodę przegrana...póki używałem jej stale, działała...kilka dni przerwy i rury w ziemi od studni przemarzły. Źle zrobiłem. Trzeba było tę noc bez wody wyczekać do rana...
Chyba na wiosnę głębiej rury przyjdzie zakopać albo studnie przed zimą szczelniej otulić.
Trzeba te mrozy przetrwać.
Krajobraz zimowy całkiem...drogi białe, śniegiem zasypane...


...do chałupy ciężko dojść...ścieżki tylko przetarłem co śniegiem wcześniej zawiało. 
Byle do wiosny!