wtorek, 1 marca 2011

Krywe, Tworylne i z powrotem...

Pogoda ładna, śnieg wszędzie. Całkiem ciepło jak na zimę... to co było robić. W około góry!
Wespół z przyjacielem z Przysłupia wybraliśmy się do Zatwarnicy. Porzuciliśmy samochód gdzieś na leśnym dukcie pomiędzy Zatwarnicą i Rajskimi. Wjechać tam bez łańcuchów wcale nie było łatwo...
Skrótem poszliśmy na Krywe.


 Latem to miejsce jest jeszcze piękniejsze...zachowały mi się takie piękne fotki:





Przypomniałem sobie w czasie tej zimowej wędrówki, że jesienią znalazłem tu naszyjnik z pereł:


potem przez bory i lasy...wzdłuż Sanu, starą drogą poszliśmy na Tworylne. Równie piękne i jeszcze bardziej opustoszałe miejsce.... 



 ...wystają tu jeszcze z ziemi liczne ślady bogatej przeszłości tych terenów...

po cerkwi...


po folwarku...


Tradycyjnie już wyciągnąłem z nami Julkę...

 ...na szczęście zapomniała już o baranach... wiecie jak szybko zasnęła po przejściu tych 15-20km?
Bardzo skuteczny usypiacz!

sobota, 26 lutego 2011

W zimowej szacie

Wszystko znów przykryte śniegiem... to już kolejny atak zimy. Trzeci w tym roku? Akurat w samą porę. Ferie z Julką spędziliśmy w chacie. Byliśmy na nartach... jedyne 30km samochodem. Następnym razem na skiturach pójdziemy przez góry bo to ledwie 40 min na nartach od chaty. Powrót musi być rewelacyjny bo właściwie cały czas jedzie się z góry...



W środku nawet przy dużych mrozach w izbie jest ciepło. Ściany jeszcze nieszczelne i nieocieplone. Wicher czasem po głowie dmie. Ale na piecu po dwóch dniach palenia spać już się nie daje...zbyt rozgrzany.


Wszystko wokół zamarło. Nawet Wisłok. Tylko gdzie nie gdzie wodę widać...


Za domem stoi nowy słup w miejscu starego. Do domu elektrycy doprowadzili nowiuśki kabel z prądem. Nie można jeszcze tego nazwać przyłączem bo brak mi stojaka. Jak tylko uda mi się go zrobić i umocować na szczycie podłączę tablicę na domu i skasuje prąd ze słupa...za drogo mnie kosztuje!

czwartek, 3 lutego 2011

Marzę sobie...

...więc jestem! Jak nie marzę to pracuje. Ostatnio od świtu do nocy. Weekendy rozdarty jestem między Wisłokiem gdzie moje miejsce, a stolicą gdzie mieszka moja latorośl. 300 km w lewo 200 w prawo...co za różnica... kilometrów na liczniku co weekend przybywa.
...więc marzę sobie...
...że w domku ciepło, że prąd mi w końcu podłączyli (w tym miesiącu mam już mieć wreszcie wymarzoną tablicę na domu), że sąsiad czasem zajrzy, że to moje miejsce jest... że szczęście swoje w końcu znalazłem!

Fortuna jednak kołem się toczy... posiałem gdziesik aparat fotograficzny. Schował się przede mną! A miałem takie piękne sylwestrowe fotki.... stary już był i bateria nie trzymała..trzeba będzie wydać dutki na nowy egzemplarz. 
Otrzymałem od przemiłego Pana policjanta kolejny już bilet. Trzeci z rzędu. Jakże regularnie. Uparli  się na mnie. Zawsze 29-go i co drugi miesiąc....Za prędkość... a jakże inaczej...z drugiej strony gdyby mnie nie zatrzymał to pewnie ja bym się znalazł w rowie miast tego nieszczęśnika co za mną jechał...
Telefon też zniszczyłem...niechcący...usiadłem nań. Kolejny nie planowany wydatek...jakiś pechowy strasznie ten miesiąc...
...więc marzę sobie, że w domku siedzę, że piec grzeje i nie wydaje głupio pieniędzy... bo na przyszłą zimę będą potrzebne.

poniedziałek, 13 grudnia 2010

Koniec sezonu...

...budowlanego!
Miałem jeszcze nadzieje w sobotę założyć okna w ziejące dziury ram. Nawet je przywieźliśmy....jednak nadchodząca śnieżyca, spadek temperatury poniżej  minus 13 stopni i felce, które wymagają niewielkiej poprawki...skutecznie nam to uniemożliwiły. Tak to wyglądało zanim deski je przysłoniły:







Zabite deskami okna...podobnie jak ściany boiska nie wyglądają może pięknie ale sprawdzą się!
To już niedzielne fotki.








Sezon budowlany zamknięty!
Chata zamknięta. Tato-Dziadek wyekspediowany do domu. Prąd odłączony. Posprzątane.
Teraz będzie czas na wycieczki po górach....

niedziela, 5 grudnia 2010

Prawie u celu...

Dach w zasadzie gotowy. Zabrakło pół kubika desek. Dzisiaj dojechały. Jutro zostaną położone na dachu w tylnej części u kalenicy, którą widać na zdjęciu poniżej... 



...konstrukcja w boisku czeka na odeskowanie. Skończymy je w weekend.
Przemyślałem temat okien w boisku. Pierwotnie ich nie było jednak pomieszczenie bez okien byłoby zupełnie nieprzydatne. Umyśliłem tedy sobie wielkie szyby w drewnianych ramach pomiędzy słupkami w tylnej ścianie boiska. Nie zepsuje to widoku od frontu a rozjaśni wnętrze i zapewni wspaniały widok na skarpę i Wisłok, który płynie niżej...


Od frontu trzeba oczyścić ze śniegu deski i położyć papę. Tylko tyle i aż tyle...



Zaczyna się robić naprawdę przytulnie...widok chaty w padającym śniegu (od tyłu z kładki od sąsiadów) budzi romantyczne skojarzenia... tęsknie za tym miejscem...zawsze, kiedy muszę je opuścić.

wtorek, 30 listopada 2010

Z... jak Zadyma

...śnieżna...wciąż i na okrągło pada...śnieg..deszcz...nie wiadomo co gorsze!

W śniegu...





 i deszczu ze śniegiem...



...staje dach. Masakra jakaś!


Jutro przybędą nań pierwsze deski...




....a za tydzień będzie po robocie!
O ile chłopy nie zamarzną albo  pochorują się...

W drugi weekend grudnia zamykamy chałupę!

wtorek, 23 listopada 2010

Nowe kształty...

Powoli widać już nowy kształt części gospodarczej w planach do zamieszkania...
Nowe okno z tyłu obory...



od przodu gdzie do tej pory było wejście dla zwierząt i jedna wielka ruina...ściana tak spróchniała, że przez dziurę rękę można było włożyć...teraz jest nowe okno...przez nie widać to tylne, bo wycięta została prawie w całości ściana wewnętrzna plewnika


i nowe okno w bocznej ścianie od strumyka dzielącego mnie od sąsiadów...


z daleka to lepiej wygląda...z boku:


z tyłu:


No i mamy w końcu porządną kładkę...most z niczego. Przydały się stare betonowe słupki i kilka ocalałych półbali z obory, które były kiedyś podłogą. Nie trzeba będzie skakać!

poniedziałek, 15 listopada 2010

Nowe po staremu

Od dwóch tygodni rośnie z ziemi prawa część domu... nieśmiało po jednej warstwie belek przybywa.





od frontu wygląda to już bardzo przyzwoicie...



łączy się stare z nowym... mnóstwo jeszcze belek czeka na swoją kolej...


a póki miejsca swojego nie znajdą chatka wyglądać będzie dziwnie...jak kurnik ;-)





Przybywa drewna na opał. Nie mam już pomysłów gdzie z nim się podziać...

Cieszę się ogromnie z faktu, że właściwie od teraz już tylko przybywać będzie chaty....o ściąganiu starej części dachu na wiosnę nawet nie myślę. To tylko chwila będzie!

czwartek, 4 listopada 2010

Zwykła rzecz...

...Klamka.





ale w połączeniu z drzwiami... to już więcej niż zwykła rzecz!





Od teraz można zamknąć chatę na klucz. To ważne.
Tego rodzaju zamki puszkowe montowane kiedyś (teraz zdobywane z odzysku) mam już trzy. Będą jak dawniej zamykać wszystkie drzwi na parterze domu.

Kolejna dobra wiadomość jest taka, ze piec przybrał już ostateczny kształt.... tynki z gliny i wykończenia blatów z kamienia powstaną na wiosnę po wygaszeniu kuchni... ale już teraz pewne jest (sam sprawdziłem), że świetnie śpi się na nim! Naprawdę dobrze i szybko grzeje. Ciepło trzyma bardzo długo.

 
a że przydaje się widać na zdjęciu....

poniedziałek, 25 października 2010

Wykopaliska

Niestety niczego nie wykopałem... ale stojąc nad fundamentem od razu skojarzyłem tytuł...bo tak to teraz wygląda:


zupełnie jak stanowisko archeologiczne... czyż nie?


Smutno wygląda moja chatka bez swojej drugiej połowy.






A przecież nowe bale i krokwie leżą na polu i czekają...czekają aż znajdą swoje miejsce i na powrót całość zacznie wyglądać jak łemkowska chyża.
Ciekawostka, że ten dom tak właśnie powstał. To była pierwsza cześć jaką zbudowano na długo przed podniesienie drugiej, gospodarczej połowy.
Znać  to po szczytach. Od strony, której nie widać zachował się front obity gontem a nie odeskowany jak widać na tym zdjęciu powyżej.  Gospodarska część ma też inne rysie, inaczej ciosane belki. Inaczej wykonane drzwi. To z pewnością był inny cieśla.



czwartek, 14 października 2010

Destrukcja-rekonstrukcja

Nowa siła - nowy pomysł.
Część gospodarcza w zawrotnym tempie uległa destrukcji...w chwilę (jeden dzień) zniknął dach:








w iście zawrotnym tempie Panowie zdemontowali od dołu "luźne" brusy ściań (kolejny dzionek)...



i ładnie ułożyli przed boiskiem - porządnisie...



Z tych i pozostałych jeszcze nie zdjętych bali odbudują-zrekonstruują moje zrujnowane marzenie...
Mam nadzieję!