Wszystko znów przykryte śniegiem... to już kolejny atak zimy. Trzeci w tym roku? Akurat w samą porę. Ferie z Julką spędziliśmy w chacie. Byliśmy na nartach... jedyne 30km samochodem. Następnym razem na skiturach pójdziemy przez góry bo to ledwie 40 min na nartach od chaty. Powrót musi być rewelacyjny bo właściwie cały czas jedzie się z góry...
W środku nawet przy dużych mrozach w izbie jest ciepło. Ściany jeszcze nieszczelne i nieocieplone. Wicher czasem po głowie dmie. Ale na piecu po dwóch dniach palenia spać już się nie daje...zbyt rozgrzany.
Wszystko wokół zamarło. Nawet Wisłok. Tylko gdzie nie gdzie wodę widać...
Za domem stoi nowy słup w miejscu starego. Do domu elektrycy doprowadzili nowiuśki kabel z prądem. Nie można jeszcze tego nazwać przyłączem bo brak mi stojaka. Jak tylko uda mi się go zrobić i umocować na szczycie podłączę tablicę na domu i skasuje prąd ze słupa...za drogo mnie kosztuje!