Załatwiłem wszelkie z tym związane formalności.
Jeszcze tylko tablice rejestracyjne zdradzają skąd przyjechałem ale i to zmieni się wkrótce...
Przeniosłem Świątynie Zadumy na tył domu, zrobiłem porządki na poddaszu, skułem beton przed wejściem do sieni. Dokopałem się do ogromnego kamienia, który spokojnie pod nim sobie spoczywał. Całe podwórko jest wyłożone kamiennymi płytami z rzeki.
To wszystko udało mi się zdziałać dzięki życzliwości sąsiadów. I choć dzieli mnie od nich wąski strumień i lata doświadczeń to są dla mnie jak rodzina.
Od kilkunastu lat mieszkają w starym żydowski, najpewniej domu zbudowanym przez łemków a wciąż są obcy w tych stronach. Hodują kozy i produkują pyszny kozi ser. Z ręką na sercu mogę polecić ich wyroby.
Ciężko było wyjeżdżać. Teraz żyję nadzieją, że za chwile tam wrócę...zupełnie jakby to właśnie był mój dom.
"Jak dobrze mieć sąsiada..." Marzenia, pracowitość i życzliwe wsparcie. Uda się! :) Ola Bobe Majse
OdpowiedzUsuńpozdrów rodzine W. (od kóz) migrantów ze Śląska
OdpowiedzUsuńw 2005 razem 2 najstarszych (od tego czasu doszedl jeszcze jeden) synów
zatrzymałem sie u nich przemierzając szlak - jakieś 3 dni na sianie, gdy przetsało siąpić ruszyliśmy dalej
zawsze bedac w okolicy wpadam po sery (za rzadko)
ten dom to po starym dziadku tuz obok nich?
pzdr Tomasz W. z Katowic