niedziela, 18 października 2009

W przyszłym tygodniu...czyli historia z życia wzięta

Historię Pana Drewno z blogu Jagody pewnie znacie...
Z elektrykami było tak samo.
Zadzwoniłem, umówiłem się i czekałem...aż przyjadą. Naznaczony termin minął. I cisza.
Dzwonię drugi raz i znów się umawiam...za tydzień.
Ale za tydzień też nie przyjechali...zadzwoniłem więc jeszcze raz i znów umówiłem się za tydzień.
To był poniedziałek.
W poniedziałek nie dotarli...nie było im po drodze. Obiecali wpaść jutro....ale nie mieli po drodze.
W środę mieli być na 100%!
Cóż...kiedy jednak okazało się, że pojechali inną drogą.
W czwartek zajechali, w pół godziny załatwili sprawę i pojechali...
Szybko, sprawnie i solidnie!

Teraz czekam na ekipę remontową.
Pierwszy termin 9-go października minął nie zauważony...drugi w kolejnym tygodniu odwołany z powodu opadów śniegu...trzeci jest zaplanowany na przyszły tydzień. Mają zadzwonić.
Jasne. Już dzwonią...jakoś tego nie widzę.
W poniedziałek atakuje ich od rana. Zobaczymy co z tego wyniknie...mam nadzieje, że sprawią się tak samo szybko i solidnie jak elektrycy!
Inny świat...

4 komentarze:

  1. A własne złote rączki od czego? :) Pamiętam, jak pewien fachowiec kładł nam kafle w łazience, po miesiącu Mama mu zapłaciła, żeby tylko sobie poszedł i więcej nie wracał. A fugi robiła sama :).
    i żeby nie było, dobrze kładł, tylko "coś mu wypadało"

    OdpowiedzUsuń
  2. Ta branża tak ma. Cierpliwości życzę. A co można samemu, lepiej zróbmy. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń